Czasem się zastanawiam, czy taniec nie jest czymś wrodzonym w człowieku, czymś zupełnie dla niego naturalnym, czymś co wytworzyłoby się w człowieku i bez ingerencji innych ludzi – czy to rodziców, czy znajomych. Myśl ta narasta we mnie, gdy patrzę na małe dzieci. One wcale nie musiały nigdy widzieć żadnych pląsów – ani w telewizji, ani też na żywo, zresztą małych dzieci nie zabiera się raczej na żadne imprezy, telewizji się nie puszcza, bo i tak nic z niej nie zrozumie. A kiedy około jednorocznemu dziecku puści się muzykę, ono automatycznie, jakby podświadomie, zupełnie naturalnie zaczyna się kiwać, czy gibać w rytm muzyki. Moim zdaniem jest to bardzo ciekawe zjawisko, bo oznacza, że pewne rzeczy są przekazywane nam genetycznie, wraz z krwią, bądź najzwyczajniej w świecie umysł ludzki jest tak skonstruowany, że kiedy słyszy pewną melodię, jego organizm zaczyna się automatycznie ruszać w odpowiednim stylu. Jest to o tyle ciekawsze, że nie ma w tym momencie znaczenia, czy mówimy o dziecku pochodzącym z Europy, Afryki, Ameryki, czy Azji. Nie ma tu znaczenia, czy mówimy o dziecku pochodzącym z ogromnej metropolii, z małego miasteczka, czy z malutkiej osady umieszczonej w środku dżungli. Sprawa ta powtarza się na każdej długości i szerokości geograficznej, w każdym kręgu kulturowym. Dlatego też nie ma nic dziwnego w tym, że każdy krąg kulturowy wytworzył specyficzny dla siebie taniec, zaopatrzył go w odpowiednią symbolikę, ubrał w odpowiednie rytuały, nierzadko nadając mu charakteru magicznego, czy religijnego. Oczywiście możemy się zastanawiać dlaczego tak się akurat dzieje, dlaczego cały świat w pewnym sensie oszalał na punkcie tańca. Czy jest to jakaś cecha przyrodzona człowiekowi, dlatego też może się ona rozwijać równolegle i w odosobnieniu w różnych częściach świata, bez świadomości, że inni posiadają podobne rytuały. A może tkwi jakieś ziarno prawdy w micie o wspólnym praprzodku dla wszystkich ludzi. Może to właśnie ten praprzodek wymyślił taniec i tak mu się spodobał, że przekazał wiedzę o nim swoim potomkom, a ci rozpowszechniając się po całym świecie kontynuowali z ogromnym zamiłowaniem tę formę zabawy i ją rozwijali w różnych kierunkach. A z czasem, po setkach czy tysiącach lat zapomnieli o tym wspólnym przodku dla wszystkich ludzi, ale zdołała przetrwać pamięć o tańcu. Zresztą mogła ona tym bardziej przetrwać, że o ile praprzodka zabrakło, o tyle taniec był (i jest) żywy pośród ludzi – on się na nowo odradza i umiera każdego dnia. On jest kontynuowany nie tylko w ludzkiej pamięci, ale i w ludzkich czynach, dlatego tym bardziej mu łatwo przetrwać mimo upływu setek lat. Jest to bardzo ciekawe zagadnienie do rozwiązania zarówno dla etnologów i historyków, jak i (przynajmniej tak uważam) dla psychologów. Bo być może to jednak w ludzkiej psychice siedzi jakiś taneczny diabełek, który jest w nas od urodzenia i budzi się w trakcie słyszenia rytmicznych brzmień? Warto się nad tym wszystkim zastanowić, warto to przebadać, bo uważam, że tak dziwna sprawa może nam powiedzieć na prawdę dużo o człowieku samym w sobie.