Religia i wiara Zapanowała moda na tańczące gwiazdy i nie tylko. Oprócz programów pokazujących śpiewy i inne rozrywki, coraz więcej gwiazd i nie tylko, zaczęło parać się tańcem. Nic w tym złego, jednakże wszystko w nadmiarze musi się szybko nudzić. Dlatego nie dziwi chyba fakt, że oglądalność X czy XI edycji jakiegoś programu radykalnie spada. „Taniec z gwiazdami” zyskał sobie rzesze wielbicieli, którzy w niedzielny wieczór zasiadali wraz z rodziną, aby kibicować swoim ulubieńcom lub faworytom. Stacja emitująca ten program biła rekordy oglądalności. Uwagę przyciągały piękne stroje tancerek i niecodzienne kreacje tancerzy, ich oryginalny wizerunek oraz praca w dążeniu do osiągnięcia sukcesu. Pokazano nam rywalizację oraz przyjaźnie zawiązywane na planie. Czy jednak tak było w istocie? Tego nie dowiemy się raczej nigdy. Wszak dla nas, przeciętnych odbiorców telewizji, stworzono gotowy, cukierkowy, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach program. Nasze doświadczenia z codziennego życia pokazują, że ludzie różnie ze sobą rywalizują. Nie wszyscy grają fair, tacy po prostu są ludzie i to nie podlega dyskusji. Dlatego program, w którym wszyscy są braćmi, choć porsche i kryształowa kula jest tylko jedna, dość dziwnie się ogląda. Trochę to trąci fałszem. Na czym polega popularność tego programu? Może na tym, że trudno znaleźć coś ciekawego. Media myślą za nas, ogromna jest ich siła, kreują nasze poglądy, dostarczają nam rozrywki. Taniec to piękna dyscyplina, może podobnie, jak inne sztuki przynieść wiele pozytywnych emocji. Jednak, jak wszystko, podane w nadmiarze sprawia, że przestajemy doceniać jego znaczenie. Taniec traci na swojej wartości, zwłaszcza, gdy największą uwagę przykuwają jurorzy i ich często – nietajne - komentarze. Wówczas powstają wątpliwości, czemu służy taki program, czy aby na pewno tańcu. Gubi się jego idea i sens, staje się wyłącznie zlepkiem aroganckich odzywek, nieprzyjemnych komentarzy, często niepopartych merytoryczną wiedzą i doświadczeniem. Ile można słuchać wzajemnych uszczypliwości jurorów względem siebie samych. To, w konsekwencji prowadzi do znudzenia. Ponadto, to już któraś z kolei edycja, w której niezmienna jest formuła programu. Tancerze występują po sobie prezentując dwa tańce z wybranych kategorii. Pary taneczne eliminowane są w drodze głosowania sms. Jurorzy silą się na komentarze, ale cóż nowego można jeszcze powiedzieć po obejrzeniu setnego walca, tanga czy cha chy. To niewątpliwie prowadzi do spadku popularności. Ile par można obejrzeć, iloma się nieustannie zachwycać w ciągu kilkunastu – już – edycji tego samego programu? I najważniejsze, jaka jest idea tego programu? Czy w ogóle istnieje, czy jest to tylko rozrywka, dla której warto poświęcić swój czas i pieniądze. Może wydane na sms-y lepiej spożytkować na kurs tańca, dzięki któremu można poznać na własnej skórze tajniki tańca, wzbudzić w sobie emocje, o które nikt nas nie podejrzewa. Jeżeli program „Taniec z gwiazdami” sprawił, że ktoś w ten sposób został zachęcony do nauki tańca to świetnie. Jeżeli ma zaś służyć wyłącznie lansowaniu kilku twarzy, które już też wydają się nieco opatrzone to szkoda. Gwiazdy niech lansują się i reklamują we własnym zakresie, a my zwykli zjadacze chleba, mamy prawo decydować o tym, co chcemy oglądać i co nam się podoba. Taniec to rozrywka, ale też element naszej kultury. Nie dajmy zatem, umniejszyć jego rangi, jego piękna, jego wyjątkowości do kolejnego sposobu zareklamowania znanych i mniej znanych twarzy. Z takiego podejścia do kultury niewiele nam przyjdzie.

Tagi: telewizja, radość, konkurs

Katalog podstron