Religia i wiara Taniec był kiedyś dla człowieka czymś uświęconym, czymś wynoszonym na piedestały wspaniałości. Spełniał on na prawdę bardzo ważną rolę w życiu codziennym społeczności – zarówno jej elit, arystokracji, ludzi bogatszych, jak i społecznych dołów, biedoty, plebsu. Zarówno wyższe sfery jak i niższe celebrowały wiele swoich uroczystości przy pomocy tańca (i tak jest po dziś dzień, choć współczesne społeczeństwo nie dzieli się na sfery, klasy, ani kasty). To dzięki tańcowi można było zainicjować wesela, wkroczenie dziecka w świat dorosłych, przeprowadzić świąteczne rytuały (np. u Słowian święto Kupały). To dzięki tańcowi można było oddać cześć bogom, królom, książętom. To dzięki tańcowi można było przeprowadzić magiczne rytuały błagalne o zesłanie deszczu, czy wręcz o zaprzestanie ogromnych ulew, które w nadmiarze przynosiły ludziom raczej tragedię niż błogosławieństwo. Taniec był także formą okazywania sympatii od najdawniejszych lat, czy też formą jednania się elit politycznych w trakcie różnego rodzaju pertraktacji politycznych. Wystarczy tutaj wspomnieć o negocjacjach wersalskich, wszak ówczesny kongres nazywano często (i nazywa się tak po dziś dzień) „tańczącym kongresem”. Wszystko za sprawą licznych balów, które odbywały się w związku z owym wielkim zjazdem polityków całego Starego Kontynentu. Taniec od wieków stanowił ważne arcydzieło w stosunkach międzyludzkich. Bardzo ważną formę wyrażania informacji. Tymczasem mam wrażenie, że współcześnie taniec traci na wartości, nie ma już takiego znaczenia artystycznego, politycznego, społecznego jak dawniej. Dzisiaj nie wykorzystuje się już tańca jak dawniej – jako politycznego pojednania, politycznego zbliżenia się. Owszem, wciąż się organizuje różnego rodzaju bale charytatywne podczas, których dziennikarze, politycy, artyści tańczą, zbierając jednocześnie pieniądze i jest to bardzo cenna forma wykorzystania tańca. Jednakże patrząc na współczesną sztukę, czy raczej po prostu show-biznes (w moim mniemaniu coś gorszego od sztuki) – taniec nie jest wzniosłą sztuką, a raczej formą promocji. Wystarczy spojrzeć na wszystkie pop-gwiazdy i gwiazdki. Jeśli nie potrafią przebić się śpiewem, ani głębokimi tekstami, najzwyczajniej w świecie w teledyskach i trakcie koncertów podejmują się tańców, które wręcz emanują erotyzmem. Nie liczy się już gracja ruchów, a bynajmniej nie w takim mniemaniu jak to się sądziło przed 100 laty. Dzisiaj w show-biznesowym tańcu liczy się przede wszystkim ubogi strój, emanowanie seksem, napinanie ciała, aby to na nie (a nie na śpiew) skusić fanów. Niestety moim zdaniem jest to typowy przykład tego, że taniec traci na wartości, nie jest już sztuką samą w sobie, nie jest wyższą formą wyrażania pewnych informacji, dziś jest przede wszystkim narzędziem do zdobycia popularności, do zrobienia szumu wokół siebie, do zwrócenia uwagę na siebie. Jednak czy o to w tym wszystkim chodzi? Czy o to, aby wszyscy zwracali uwagę na piosenkarkę nie pod kątem jej śpiewu, a pod kątem erotyzmu jej tańca na scenie? W teledysku? Chyba nie o to chodzi. Myślę, że nasi roztańczeni przodkowie przewracają się w grobie gdy widzą nasze dzisiejsze gwiazdki show-biznesu.

Tagi: odczucia, ranga, kultura

Katalog podstron